Od pierwszych minut meczu inicjatywa należała do lubinian, ci jednak grali bardzo wolno i niedokładnie, dzięki czemu zawodnicy KSZO nie mieli najmniejszych problemów z rozbijaniem akcji ofensywnych Zagłębia. Sami ostrowianie ograniczali się do kontrataków, jednak żaden z nich nie zdołał poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Madaricia.
Jedyna bramka meczu padła w 37 minucie. Po dośrodkowaniu Kalouska z rzutu rożnego, Czerbiak usiłował wybić piłkę w pole, ta jednak niczym bumerang powróciła pod bramkę gości. Tam najprzytomniej zachował się Grzegorz Niciński, który fantastyczną przewrotką umieścił piłkę w siatce. Tuż po wznowieniu gry przed olbrzymią szansą na wyrównanie stanęli goście. W polu karnym Zagłębia znaleźli się: Tomasz Żelazowski oraz Jacek Berensztajn, jednak piłkarze z Ostrowca tak długo zwlekali z oddaniem strzału, aż jeden z nich znalazł się na pozycji spalonej i pomimo tego, że piłka trafiła do bramki lubinian, sędzia bramki nie uznał.
W drugiej odsłonie lubinianie zepchnęli gości do głębokiej obrony, jednak pomimo kilku dogodnych sytuacji, nie zdołali zdobyć drugiej bramki. Najbliżej szczęścia był w końcówce Marcin Pietroń, jednak jego strzał w świetnym stylu obronił Tomasz Dymanowski.